MYŚL POZYTYWNIE, WYSTARCZY CHCIEĆ, JUST DO IT !

Dodano 8.12.2017

Psychologia pozytywna to stosunkowo nowy nurt w psychologii. Istnieje wiele badań, które potwierdzają skuteczność tej metody. Pomimo tego znajdą się osoby niezadowolone, wręcz hejtujące tę dziedzinę.

I wcale im się nie dziwię.

Gdybyś miał zdefiniować, czym dla Ciebie psychologia pozytywna jest, co by to było?

Moja definicja brzmiałaby następująco:

Psychologia pozytywna mówi o tym, żeby nie przejmować się dosłownie niczym, bo przecież dzieci w Afryce mają gorzej. I wystarczy, że zmienisz swoje myślenie, a wszystkie problemy się rozwiążą i będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Znajdziesz wymarzoną pracę. Spłacisz kredyt. Schudniesz i kupisz sobie dom w centrum miasta. Wystarczy chcieć. Reszta jest nieważna.  

Psychologia pozytywna to również motywujące teksty.

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj." – Mark Twain

Psychologia pozytywna to poradniki.

Za 34,99 zł dowiesz się z nich jedynie tyle, że są nieskuteczne. Nie twierdzę jednak, że dzieje się tak zawsze. Są osoby, które po ich przeczytaniu dokonają penetracji swojego dotychczasowego życia i wprowadzą do niego zmiany. Dla pozostałych mogą być świetną inspiracją. I tutaj postawię kropkę.

Psychologia pozytywna to znane osoby z internetu i telewizji, ale także z bliskiego otoczenia, które motywują do zmiany stylu życia poprzez zmianę diety i siłownię pięć razy w tygodniu. I w sumie nie ma nic w tym złego. Motywacja tych osób jest jak najbardziej uzasadniona. Nakłaniają przecież do wprowadzenia nawyków, które zaowocują długotrwałym zdrowiem i szczęśliwą starością. Jednak zapominają o osobach, na które zdjęcie szczupłej sylwetki zadziała jak płachta na byka. To zależy od wielu czynników. Dlaczego jednym się udaje, a drugim nie? To zostawię na inny wpis. W tej grupie są również osoby z zaburzonym obrazem ciała. Na nich także nie zadziała motywująca notka na Facebook.

 

Z jakiego powodu o tym piszę?

Mam dość powierzchownego podejścia do problemów. Rodzi to tylko frustracje i daje efekt odwrotny od zamierzonego.

 

Ten wpis powstał w obronie psychologii pozytywnej. Bardzo bym chciała, abyś przestał myśleć o niej jak o okularach, przez które widać świat wyłącznie na różowo. To coś więcej aniżeli puste słowa. To potwierdzone naukowo techniki, dzięki którym faktycznie możesz poprawić jakość swojego życia. I to nie tak, że nie wierzę w słowa: myśl pozytywnie, czy wystarczy chcieć. Wierzę, ale tylko wtedy kiedy podparte są one ciężką pracą. Wówczas faktycznie mają moc sprawczą. Prawie wszystkie treści na stronie będą zahaczać o psychologię pozytywną, dlatego priorytetem jest dla mnie, wyjaśnienie czym ona faktycznie jest.

Psychologia pozytywna to zwrócenie uwagi na mocne strony danej osoby. Na to, że osoba ta ma wpływ na swoje życie aniżeli, że jej problemy zdeterminowane są przez środowisko czy geny. Nie polega to na zamiataniu problemów pod dywan a na konfrontacji z problematyczną sytuacją i znalezieniu skutecznego rozwiązania.

Techniki, które daje nam psychologia pozytywna, przyczyniają się do poprawy jakości życia. Nie wiem jak Ty, ale ja coraz częściej widzę w swoim otoczeniu ludzi nieszczęśliwych. Mających „wszystko” (tak to określają), a jednak niezadowolonych, zestresowanych, zmęczonych, schorowanych i sfrustrowanych. Na szczęście jest dla nich nadzieja. Poprzez kształtowanie konkretnych umiejętności mogą zmienić sytuację, w której się znajdują. O tych umiejętnościach będziesz mógł poczytać w kolejnych wpisach.

 

Prekursorem tej nauki był Martin Seligman, amerykański psycholog, który o dziwo w pierwszej kolejności zajmował się wyuczoną bezradnością. Wskazywał on, że bezradność jest kluczowym składnikiem pesymizmu. Wyuczona bezradność jest to mocne przekonanie o tym, że „lepiej nie będzie”. Ludzie stają się bezsilni lub bezradni, żeby już długo lub na zawsze tkwić w problemie. Są to np. bezrobotni, którzy upatrują przyczyn w rynku pracy aniżeli w swoim zachowaniu. Osoba otyła, która zwala winę na „złe geny”. Oczywiście może mieć rację, że geny stanowią jakiś tam procent, ale przyznasz mi racje, że większy wpływ na zdrowie ma dieta i styl życia. Takie osoby tracą kontrolę nad tym, że mogą coś zmienić i poddają się temu.

 

Istotę bezradności wyjaśniają badania Seligmana nad psami.

Seligman umieścił psy w klatce i raził je prądem elektrycznym. W początkowej fazie psy szukały rozwiązania na uniknięcie bólu. Jak się zapewne domyślasz, nieskutecznie. Co wówczas robiły? Kładły się na podłodze i biernie znosiły cierpienie. Te same psy, gdy przeniesiono do klatki, z której mogły łatwo uciec, nie ratowały się. Nawet jeśli smutnemu psu pokazano drogę ucieczki, nie powtarzał tego zachowania samodzielnie. Cały czas tkwił w beznadziejnej sytuacji.

 

Jak Martin Seligman przeszedł od pesymizmu do optymizmu?

Zainteresował się tym, gdyż widział, że niektóre z psów pomimo rażenia prądem się nie poddawały. Próbowały szukać rozwiązania do skutku.

Powyższe badanie zainspirowało autorów do zastanowienia się nad ludzkim myśleniem, zachowaniem i postawieniem pytania: dlaczego duża część osób nie radzi sobie z problematyczną sytuacją pomimo tego, iż posiada zasoby do jej rozwiązania?

 

Można rozwiązać problem (czyt. osiągnąć założony cel), ale potrzebne są do tego konkretne umiejętności, które na szczęście można kształtować.

 

Bibliografia


  • Martin E.P. Seligman - Optymizmu można się nauczyć